czwartek, 27 lipca 2017

Red Hot Chili Peppers w Polsce - relacja, opinie i wrażenia z koncertu w Krakowie 25 lipca 2017 roku.

Red Hot Chili Peppers 25 lipca 2017 roku zagrali swój czwarty koncert w Polsce. Trzeci, w którym miałam okazję uczestniczyć. Serdecznie zapraszam do dalszej części artykułu, gdzie znajduje się relacja z koncertu RHCP w Krakowie.



Drogę na Stadion Cracovii, gdzie 25 lipca 2017 roku występowali Red Hot Chili Peppers, umilał mi uliczny zespół, grający rewelacyjnie zaaranżowane na instrumenty dęte covery grupy. W składzie Jammin' Johnny & The Disko Fuckers naliczyłam dwa saksofony, trąbkę, gitarę i perkusję. Ich wykonanie 'Can't Stop' zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

Jako oficjalny support przed koncertem RHCP w Krakowie wystąpiła grupa Knower, która wprowadziła zgromadzonych na stadionie Cracovii słuchaczy w odpowiedni dla tego wieczoru funkrockowy klimat.

Następnie krótki performance zaprezentowali technicy wygłupiający się podczas przygotowań do występu Papryczek. Zapewne był to efekt jakiegoś przegranego zakładu, Anthony Kiedis wspominał o takowych w 'Bliźnie'. Być może zamiatanie sceny z wdziękiem baletnicy nie jest tak imponujące jak zjedzenie naraz kostki masła, jednak mimo wszystko wprawiło publiczność w udawany zachwyt.

Gdy z głośników zaczęło docierać donośne solo na trąbce, wiadomym stało się, że to już koniec niecierpliwego oczekiwania i że zaraz rozpocznie się koncert.

Na scenie zaczęli pojawiać się Chad Smith, Flea i Josh Klinghoffer. Zostali przywitani gromkimi brawami. Po krótkim, acz spektakularnym jammie do wspomnianej trójki dołączył Anthony Kiedis. A w zasadzie 'doskoczył', jakby chciał pokazać, że tym razem jest w Polsce w rewelacyjnej formie. Na pierwszy ogień Red Hot Chili Peppers rzucili dynamiczne 'Around the World'. Następnie zespół dziarsko wykonał 'Dani California', podczas którego nie sposób nie przypominać sobie kadrów z kapitalnego teledysku. Moje koncertowe marzenie Kalifornijczycy spełnili już przy trzecim utworze - zagrali moją ukochaną 'Scar Tissue', którą ostatnio na żywo w Polsce można było usłyszeć podczas Impact Festival w 2012 roku. Na Open'er Festival w 2016 roku niestety jej zabrakło. Pisk zachwytu, który po pierwszych akordach wypełnił Stadion Cracovii wskazywał na to, że nie tylko ja z utęsknieniem czekałam na ten kawałek. O tym, że cierpliwość popłaca przekonali się także fani obecni na pierwszym koncercie Red Hot Chili Peppers w Polsce, który to odbył się w lipcu 2007 roku. Tuż po wykonaniu 'Dark Necessities', dokładnie 10 lat po koncercie w Chorzowie, Flea postanowił spełnić prośbę bijącą z jednego z tamtejszych transparentów i zagrał 'Pea'.


Nie była to jedyna koncertowa perełka, którą można było usłyszeć podczas krakowskiego koncertu Red Hot Chili Peppers. Artyści wykonali też m.in pochodzący z albumu 'Stadium Arcadium' przejmujący utwór pt. 'Wet Sand'. Jak przystało na koncert RHCP, nie mogło zabraknąć coverów. Podczas tego w Krakowie panowie postanowili wzbogacić setlistę o odrobinę punkrocka i wykonali 'Search and Destroy' z repertuaru Iggy'ego Popa & The Stooges.

W międzyczasie gdzieś za plecami Flea pojawił się nikomu nieznany jegomość trzymający w ręku bass. Nie zachwiał poczuciem pewności siebie Balzary'ego, choć ten na początku udawał, że go nie zna. Jego obecność na scenie nie była przypadkowa, bowiem utwór, który mieli wkrótce razem wykonać składa się z dwóch linii bassu i o ile w studiu połączenie ich nie stanowiło żadnego problemu, o tyle na żywo wirtuoz czterostrunowej gitary mógłby sobie sam nie poradzić. Panowie wykonali wspólnie pochodzący z nowej płyty 'The Getaway' fenomenalny kawałek 'Go Robot'. Było mi dane posłuchać go na żywo po raz drugi, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest idealny na koncerty. Można się przy nim porządnie wyszaleć. Nawet dwaj basiści nie mogli powstrzymać się od tańczenia i zaprezentowali kapitalną zsynchronizowaną choreografię, polegającą na bujaniu się w rytm muzyki. Jak w starych rhythmandbluesowych bandach. Rewelacja!

Post udostępniony przez @youdeetah

Chwilę później nastąpiła zmiana gitar. Balzary przegonił ze sceny swojego konkurenta, po czym zaprezentował swój epicki bass w barwach swojej ulubionej koszykarskiej drużyny. Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości o jaką chodzi, na fioletowo-pomarańczowej gitarze znajdował się ogromny napis: Los Angeles Lakers. Po chwili zbliżył się do niego Josh i zaczęli wspólnie jammować, a ich improwizacje przywodziły na myśl aranżacje najróżniejszych piosenek Red Hot Chili Peppers. Ja jednak nie dałam się zbić z tropu. Wiem, że jeżeli człowiek z białym Gretschem zbliża się do Flea, to będzie grane 'Californication' :) I tak też się stało. Przez stadion przeszedł krzyk zachwytu publiczności, która wraz z Kiedisem wytrwale śpiewała wszystkie zwrotki piosenki. Emocje nie malały. Chwilę później Red Hot Chili Peppers po raz pierwszy w Polsce wykonali kawałek 'Aeroplane', pochodzący podobnie jak 'Pea' z nagranej z udziałem Dave'a Navarro płyty 'One Hot Minute'. Po jej zakończeniu Chad zaczął wybijać bardzo charakterystyczny rytm. Ekscytacja zaczęła przeplatać się z niedowierzaniem. Do ostatniego momentu nie byłam przekonana, czy naprawdę zaraz usłyszę na żywo TĘ piosenkę. Po chwili jednak Klinghoffer ostatecznie rozwiał wszelkie wątpliwości i wjechał z niosącym falę gęsiej skórki riffem z 'Blood Sugar Sex Magik', który totalnie rozpłomienił publiczność. Był to kolejny, wykonany pierwszy raz w Polsce utwór Papryczek.

Post udostępniony przez @youdeetah

Kawałek 'Sick Love' nieco ostudził emocje, lecz tylko na chwilę. Być może to dlatego, że zamiast Eltona Johna partie pianina wykonywał inny muzyk. Dzięki 'Suck My Kiss', atmosfera koncertu szybko powróciła na właściwe tory. Publiczność wpadła w ekstazę, z której wyrywała się tylko w momentach w których należało wykrzyczeć tytuł piosenki. Było odjazdowo! Red Hot Chili Peppers nie zwalniali tempa. Postanowili zaserwować fanom swój wielki szlagier, który jak dotąd zagrali w naszym kraju tylko raz - mowa o 'Under The Bridge'. Znaczna część publiczności uznała sytuację za tak wyjątkową, że zamiast celebrować moment, postanowiła uwiecznić go na smartphonach. Po raz czwarty w Polsce główna część koncertu została zakończona utworem 'By The Way', podczas którego roztańczeni fani niemal roznieśli krakowski stadion. W towarzystwie gromkich braw muzycy po kolei znikali ze sceny.

Członkowie RHCP długo kazali czekać na swój powrót. Na nic zdały się oklaski. Dopiero magiczny widok stadionu rozświetlonego tysiącami iskierek bijących z telefonów fanów przyciągnął ich z powrotem na scenę. Pod największym wrażeniem zdawał się być Chad, który to najdłużej podziwiał niezwykły krajobraz. Podczas bisu zespół wykonał dwie piosenki - 'Goodbye Angels' oraz zwieńczającą ten niesamowity wieczór 'Give It Away'. Na koniec Flea podziękował wszystkim za przybycie, po czym zespół na dobre zszedł ze sceny.

Miałam nadzieję, że samodzielny koncert Red Hot Chili Peppers będzie trwał dłużej niż festiwalowy, lecz tak się nie stało. Panowie grali krócej niż dwie godziny. Na szczęście skromną ilość piosenek Red Hoci nadrobili ich jakością oraz wyjątkową setlistą. Szkoda, że podczas koncertu RHCP zabrakło 'Can't Stop'. Musiał mi wystarczyć jedynie cover wykonany przez wcześniej wspomnianych ulicznych grajków. Poza tym jest jeszcze kilka piosenek Red Hot Chili Peppers, których chciałabym posłuchać na żywo, dlatego mam nadzieję, że panowie odwleką w czasie swoje plany o koncertowej emeryturze i wpadną jeszcze do Polski zagrać m.in. 'Universally Speaking', 'Tell Me Baby' czy 'The Zephyr Song'. Upływający czas zdaje się nie mieć wpływu na kondycję członków Red Hot Chili Peppers. Swoimi harcami na scenie w Krakowie udowodnili w jak znakomitej są formie. Należy pochwalić Anthony'ego Kiedisa za to, że bardzo przykładał się do śpiewania. Niestety odniosłam wrażenie, że po raz kolejny frontman, którego miałam za przebojowego człowieka, niespecjalnie zabiegał o kontakt z publicznością. Zostawił to zadanie Flea oraz Chadowi. Nie wiem czy po prostu taki jest, czy też może ma może jakiś uraz do Polaków. Być może chodziło też o zaangażowanie publiczności. Bo choć zespół dawał z siebie wszystko, to występ Red Hot Chili Peppers w Krakowie był niestety kolejnym koncertem z atmosferą lekko nadpsutą przez Golden Circle. O minusach tego tworu wspominałam Wam już przy relacji z koncertu The Cure w Łodzi. Powierzchnia GC na koncercie RHCP była zdecydowanie za duża. Sama przebywałam w strefie Złotego Kręgu i wierzcie mi, że wolałabym widzieć tam większy tłok  i towarzystwo większej ilości bardziej zaangażowanych fanów. Podczas ostatniego występu Depeche Mode w Polsce na Stadionie Narodowym publiczność pokazała, jak fantastycznie można się bawić bez Golden Circle. Liczę na to, że organizatorzy wezmą to sobie do serca i przestaną tworzyć podziały wśród fanów. Spontaniczne śpiewanie 'Otherside' przez wylewający się ze stadionu Cracovii tłum w rytm muzyki wydobywającej się z opuszczającego pobliski parking samochodu był idealnym zwieńczeniem tego kapitalnego wieczoru. Dziękuję wszystkim RHCPmaniakom za świetną zabawę! :) 

Słuchacie Red Hot Chili Peppers? A może ktoś z Was bawił się na tym koncercie? Jak Wasze wrażenia? Dajcie znać w komentarzach  lub na FB:)

Jeżeli podobnie jak ja jesteś fanem Red Hot Chili Peppers lub po prostu podobała Ci się moja relacja z koncertu, polub profil mojej strony na Facebooku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do wymiany opinii :) Dziękuję za wszystkie komentarze :)

Z chęcią odwiedzę Wasze blogi, ale proszę nie spamujcie. Podpiszcie się, a na pewno Was znajdę.