piątek, 12 sierpnia 2016

Red Hot Chili Peppers - recenzja płyty "The Getaway".

"The Getaway" to tytuł najnowszej płyty Red Hot Chili Peppers. Premiera tego albumu odbyła się 17 czerwca 2016 roku. To pierwsza od 5 lat płyta RHCP, druga z Joshem Klinghofferem w składzie. Oczekiwania wobec tej płyty były ogromne. Sprawdźcie, czy Red Hot Chili Peppers udało się je spełnić. Zapraszam Was na moją recenzję "The Getaway".



Jeżeli recenzja "The Getaway", najnowszego albumu Red Hot Chili Peppers, jest tym czego szukacie, to dobrze trafiliście. Jako fanka zespołu musiałam wejść w posiadanie tej płyty jeszcze w dniu jej premiery. Z poprzedniego albumu Red Hotów "I'm With You" nie byłam specjalnie zadowolona, do tego jak wiecie jestem fanką Johna Frusciante, dlatego ciekawość tego co kryje się na nowym krążku dosłownie mnie zżerała. To co usłyszałam zaserwowało mi niezły natłok porównań, przemyśleń oraz wniosków i przetrawienie tego zajęło mi trochę czasu. Po dwóch miesiącach jestem gotowa aby podzielić się z Wami moją recenzją "The Getaway". Dziękuję za cierpliwość :)


Premiera albumu "The Getaway" Red Hot Chili Peppers odbyła się 17 czerwca 2016 roku. Album został wydany przez wytwórnię Warner Bros.

Na płycie "The Getaway" znajduje się 13 utworów:

Strona A:

1. "The Getaway"
2. "Dark Necessities"  
3. "We Turn Red"  
4. "The Longest Wave"

Strona B:

5. "Goodbye Angels"  
6. "Sick Love"  
7. "Go Robot"  

Strona C:

8. "Feasting on the Flowers"  
9. "Detroit"  
10. "This Ticonderoga"  

Strona D:

11. "Encore"  
12. "The Hunter"  
13. "Dreams of a Samurai"




Mój egzemplarz płyty "The Getaway" to dwie płyty winylowe. Niestety w polskim wydaniu najnowszego albumu Red Hot Chili Peppers zabrakło kodu mp3 umożliwiającego pobranie płyty w formie cyfrowej. W zagranicznych wydaniach "The Getaway" taki kod to często standard, a Warner Music Polska nie dystrybuowali nawet żadnej edycji specjalnej, która z takim kodem byłaby dostępna. Jednocześnie Warner Music Polska nie ma problemu, żeby płytę  w formie cyfrowej sprzedawać za dodatkowe 50 zł. Sam winyl kosztuje blisko 150 zł i kod mp3 doprawdy mógłby już być do niego dołączany. To już nawet Kayax, który sprzedaje płyty analogowe swoich artystów po 60 zł, dołącza uroczy wycinek z kodem do pobrania płyty :) Warner Music Polska - jeżeli to czytacie to wiedzcie, że kolekcjonerzy winyli nie są jaskiniowcami, nie taszczymy ze sobą wszędzie gramofonów, a lubimy sobie posłuchać ulubionych płyt np. ze smartphone'a. Zróbcie jakąś jednorazową akcję na pobranie kodu mp3 do winyla "The Getaway", a będzie Wam wybaczone :)




Red Hot Chili Peppers jeszcze przed premierą nowej płyty promowali ją trzema singlami - "Dark Necessities", "We Turn Red" oraz "The Getaway". To właśnie te trzy piosenki otwierają listę utworów na nowym albumie RHCP.

Album rozpoczyna się od tytułowego "The Getaway".  Pewnie mieliście okazję już go usłyszeć. Według mnie jest to piosenka w stylu "C'mon Girl" z "Stadium Arcadium", jednak jest nijaka, brakuje jej żwawego refrenu i ogólnie brzmi bardzo popowo. W tym kawałku Anthony'ego Kiedisa wokalnie wspiera Anna Waronker ( przy pierwszym odsłuchu zmartwiłam się, że to Klinghoffer tak zniewieściał :) ).

Kolejną piosenką jest "Dark Necesitties", która była pierwszym singlem promującym album "The Getaway". Przyznam, że ścierpła mi skóra, gdy po pięciu latach czekania na nowy album ulubionej, przebojowej, funk-rockowej kapeli pierwszymi dźwiękami jakie dotarły do moich uszu było niemrawe pianino, którym zaczyna się tam piosenka. Na szczęście po chwili wjeżdża tam bass Flea i potwierdza, że to jednak jest kawałek Red Hot Chili Peppers. "Dark Necesitties" chyba było krojone na miarę "Californication" - historyjka ubrana w długi tekst. O ile w pierwowzorze Kiedis miał dużo do powiedzenia i ilość zwrotek zdaje się nie mieć tam końca, o tyle w "Dark Necessities" piosenka jest zapchana refrenem, który powtarza się zdecydowanie za często. Jeżeli mogłabym ulepszyć tę piosenkę, to nagrałabym ją od końca. Zaczęłabym od solo Josha, które w oryginale kończy piosenkę. Zamiast ściszane, stopniowo stawałoby się głośniejsze, do tego dołączyłby bass Flea, no i ewentualnie później to pianino. Danger Mouse powinien to przemyśleć, moim zdaniem "Dark Necessities" brzmiałoby wówczas o niebo lepiej :)

"We Turn Red" to ostatni z trzech singli promujących album "The Getaway". Rytm tej piosenki początkowo brzmi "bojowo", dla mnie trochę jak połączenie "Around The World" , "Magic Johnson" i "Nevermind", refren jest już spokojniejszy. Ogólnie ten kawałek jest funkowy, z dotychczas opisanych najbardziej zbliżony do starego, dobrego brzmienia Red Hot Chili Peppers, ale to jeszcze nie to na co czekałam.

"The Longest Wave" jest ostatnią piosenką na stronie A i w dniu premiery "The Getaway" miała być dla mnie pierwszą "nową", gdyż jak wiecie trzy poprzednie utwory były dostępne już wcześniej. Pełna nadziei czekałam na jej pierwsze dźwięki i... Zamarłam. Z wrażenia. Bo to co usłyszałam było fenomenalne. Niecierpliwie czekałam, aż Josh Klinghoffer zagra w końcu jakąś melodię, która będzie trzonem którejś z piosenek - i się doczekałam. Ciepła, spokojna, subtelna i jednocześnie z charakterem, na miarę mojej ukochanej "Scar Tissue". "The Longest Wave"  skradła mi serce od pierwszego odsłuchu, jest dla mnie jak bukiet z przeprosinami od Josha za album "I'm With You". Przeprosiny przyjęte.




Stronę B rozpoczyna piosenka "Goodbye Angels". Tempo śpiewania Kiedisa przypomina trochę "Zephyr Song", a "ayo, ayo, ayo..." kończące każdą zwrotkę przypomina mi "I, I, I, I" z "Animal Bar". Refren ma w sobie coś z "Charlie". Kawałek trąci trochę kilmatem "I'm With You", ale można w nim usłyszeć, że jest to jednak Red Hot Chili Peppers.

"Sick Love" to kolejny utwór na drugiej stronie "The Getaway". Podobno jest on inspirowany twórczością sir Eltona Johna, który to nawet wziął udział w jego nagraniu. "Sick Love" brzmi dla mnie jak żywsza, bluesowa wersja "Porcelain". W przejściu słychać pianino Eltona, a refren faktycznie brzmi bardzo w jego stylu. W międzyczasie można usłyszeć dobre, surowe solo Josha. "Sick Love" może być dobrym kawałkiem do pobujania się i do pośpiewania na koncercie :)

Ostatnią piosenką na stronie B jest "Go Robot". Jest to mój drugi faworyt z najnowszego albumu Red Hot Chili Peppers. Kapitalny groovy'owy bass Flea faktycznie brzmi jak odgłosy wydawane przez robota. Po pierwszym przesłuchaniu "Go Robot" nie sposób pozbyć się z głowy tego fenomenalnego bitu. Jest on  według mnie udoskonaloną wersją tego z "Factory of Faith". Moim zdaniem "Go Robot: to pochodzący z "The Getaway" pretendent do hitu na miarę "Can't Stop". Koniecznie posłuchajcie tego kawałka, to prawdziwa bomba. Zespół jeszcze pracuje nad teledyskiem do tego utworu, ale wizualizacje z kanału FruscianteWorld też są niczego sobie:




Stonę C rozpoczyna utwór "Feasting on the Flowers". Główny riff przypomina mi trochę "Guns are drawn" The Roots w bollywoodzkim klimacie :) Większą część piosenki Kiedis rapuje. Pod koniec utwór nieco zwalnia i znów podobnie jak w "Sick Love" brzmi jakby Elton John maczał tam palce.

"Detroit" to kolejny utwór z płyty "The Getaway". Główny riff wydaje się być inspirowany Rage Against The Machine. "Detroit" ma w sobie też coś z "Emit Remmus". W pewnym momencie piosenkę zniekształcają elektroniczne efekty i "Detroit" zaczyna przypominać "Radio GaGa" Queen. Jest to naprawdę świetny kawałek.

Gdy usłyszałam pierwszy raz "This Ticonderoga" zaczęłam się zastanawiać, czy na mój gramofon przypadkiem nie wskoczyła płyta Black Sabbath. Początek tej piosenki według mnie jest bardzo podobny do "Paranoid". Momentami jednak utwór zwalnia i pojawia się ciche pianino, które mi przypomina "Sugar Boats" Modest Mouse.



"Encore" to pierwsza piosenka na ostatniej stronie płyty "The Getaway". Jest to raczej spokojny, nostalgiczny kawałek, ma w sobie coś z "Tear" i "Desecration Smile"

"The Hunter" jest dla mnie piosenką na kształt "Death Of A Martian", ale mniej wyrazistą. Wydaje mi się, że pojawienie się tego utworu na płycie nie było konieczne.

Najnowszy album Red Hot Chili Peppers "The Getaway" zamyka utwór "Dreams of a Samurai". Rozpoczyna się od anielskiego śpiewu Beverley Chitwood. Po chwili pojawia się mruczenie bassu, wokal Kiedisa i całkiem niezłe solo Klinghoffera.



Jak zauważyliście czytając moją recenzję, utwory z "The Getaway" często przypominają stare piosenki Red Hot Chili Peppers. Dla mnie to dobry znak. Doceniam, że zespół szuka swojego dawnego, pożądanego przez fanów brzmienia. Pomimo tego sięgania do korzeni, album jednocześnie jest świeży i bardzo różnorodny. Jest funk, jest rock, ale niestety też często jest pop. Słuchając najnowszej płyty Red Hot Chili Peppers podziwiam Flea, bo pomimo wieku nie traci nic ze swej werwy i zaangażowania. Anthony Kiedis zdaje się ostatnimi czasy dojrzał i spoważniał, co miało wpływ na charakter utworów znajdujących się na albumie. Chad Smith na "The Getaway" nie wychyla się przed orkiestrę, a szkoda (na szczęście na żywo nadrabia za wszystkich). Podoba mi się, że Josh Klingoffer wychodzi powoli z cienia kolegów i że gra coraz śmielej. Wiem, że nie lubi on, gdy porównuje się go do Johna Frusciante, ja z kolei jak wiecie, bardzo lubię to robić (takich jak ja podobno nazywa idiotami, sam jednak nie ma problemu z porównywaniem siebie do Slovaka :) ). Dzięki "The Getaway" zrozumiałam, że brzmią inaczej bo najwyraźniej inspirują się innymi artystami i te różne inspiracje przenoszą do swoich piosenek, dlatego albumy z ich udziałem brzmią inaczej (Duh!). "The Getaway" jest świetną płytą, o niebo lepszą od "I'm With You". Jednak ani zdolny gitarzysta, ani pianino, ani Elton John nie zrekompensują mi talentu Johna i jego pierwszorzędnych solówek. Mimo wszystko najnowszy album RHCP jest godny uwagi i polecam Wam jego przesłuchanie.

A Wy co sądzicie o albumie "The Getaway" Red Hot Chili Peppers?

Relację z ostatniego koncertu Papryczek w Polsce znajdziecie w moim reportażu z Open'er Festival 2016.

Podobała Wam się moja recenzja? To tu znajdziecie jeszcze "Everything You've Come to Expect" The Last Shadow Puppets, "Post Pop Depression" Iggy'ego Pop, "Night Thoughts" Suede, czy debiutanckie płyty Royal Blood i Nothing But Thieves.

Czegoś Wam zabrakło w mojej recenzji? Koniecznie dajcie mi znać - w komentarzach lub na moim Facebooku.



Moja ocena? 7/10

Youdeetah

1 komentarz:

  1. A jak z samą jakością tłoczenia płyty? Do samego końca gra równie dynamicznie jak na poczatku płyty?

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do wymiany opinii :) Dziękuję za wszystkie komentarze :)

Z chęcią odwiedzę Wasze blogi, ale proszę nie spamujcie. Podpiszcie się, a na pewno Was znajdę.