środa, 19 listopada 2014

Przerwany koncert Morrissey'a w Stodole w Warszawie 19 listopada 2014 - relacja.

Morrissey pojawił się dziś w Stodole na koncercie o którym wspominałam Wam już sierpniu. Ja również tam byłam. Niestety. Podczas koncertu miał miejsce incydent po którym artysta poczuł się urażony, zszedł ze sceny i już na nią nie wrócił.



Przed występem Morrisseya, zamiast supportu miała miejsce projekcja krótkiego filmu, składającego się z urywków występów oldschoolowych brytyjskich artystów przeplatanych wstawkami symbolizującymi przekonania Morrisseya. W pewnej chwili płótno na którym wyświetlano film runęło w dół, odsłoniło zespół i tym samym koncert się rozpoczął. Artysta pojawił się na scenie ok 19:30, czyli zgodnie z  line-upem. Towarzyszący mu muzycy mieli na sobie koszulki piłkarskiej reprezentacji Polski, co według mnie było niezwykle miłym gestem. Morrissey po pierwszej piosence próbował nam po podziękować po polsku - oczywiście uroczo przekręcając pożądane słowo. Po drugiej piosence skandował "Polski! Polski!". Były brawa, okrzyki, ogólnie sielankowa koncertowa atmosfera. Po bodajże czwartej piosence Morrissey zwrócił się do publiczności, że chciałby coś powiedzieć i zapytał czy nie mamy nic przeciwko. I w tym momencie wszystko się posypało. Świetny klimat diabli wzięli. Choć większość zgromadzonych w Stodole osób jednym głosem zakomunikowała, że "Nieee" , to znalazł się ktoś kto miał na inne zdanie. Jakiś osobnik krzyczał coś w stronę Morrisseya, jednak nie udało mi się wyłapać co dokładnie. Artysta zakomunikował nam, że to co usłyszał nie było miłe. Sytuacja się powtórzyła i koniec końców artysta nie powiedział nic. Ktoś miał dosadnie powiedzieć Morrisseyowi, żeby nie mówił, a śpiewał. Po całej sytuacji zagrał jeszcze jedną piosenkę i zszedł ze sceny. Po chwili dołączyła do niego reszta zespołu. Skonsternowany tłum zaczął skandować przydomek tego, dla którego pojawili się dzisiaj w Stodole. Po kilku minutach na scenie pojawili się przedstawiciele zespołu, którzy poprosili, aby sprawca całego zamieszania się ujawnił, w przeciwnym razie najprawdopodobniej Morrissey nie wróci na scenę. Niestety, na to już zabrakło odwagi. Po długiej chwili i ponownym wezwaniu do ujawnienia, ktoś chyba w końcu udał się na backstage w celu wyjaśnienia sytuacji. W międzyczasie publiczność dopominała się o byłego wokalistę The Smiths bijąc brawo, tupiąc i śpiewając jego piosenki. Bezskutecznie. Na scenie pojawili się przedstawiciele zespołu. Ogłosili, że Morrissey nie czuł się bezpiecznie na scenie w Stodole, opuścił budynek i jest w drodze do Krakowa, gdzie 21 listopada ma zagrać swój drugi koncert. Naturalnie został wygwizdany i wybuczany, po czym ludzie się rozeszli. Ot, koniec historii.

Podobno na życzenie Morrisseya, który od dawna jest zdeklarowanym wegetarianinem, w dniu koncertu w Stodole obowiązywał zakaz kupowania/spożywania mięsa. W całym obiekcie obowiązywał także zakaz palenia. Artysta ten jest bardzo specyficzny i być może kiedyś poświęcę notkę, aby przybliżyć jego sylwetkę tym z Was, którzy pierwszy raz o nim słyszą.

Youdeetah

7 komentarzy:

  1. Ciekawe, o co właściwie poszło... Zaskoczyła mnie ta informacja...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze znajdzie się jakieś buraczewo które zepsuje wszystko. :/ Szkoda że tak się stało. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Morrissey został też czymś uderzony w prawą część klatki piersiowej (na ten fakt zareagował słowami, że to nie było miłe)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasz kraj taki piękny. ;/
    Niedługo to nikt do nas nie przyjedzie..

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz o tym muzyku słyszę....i jak dla mnie zakaz kupowania mięsa w dniu koncertu to przesada.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do wymiany opinii :) Dziękuję za wszystkie komentarze :)

Z chęcią odwiedzę Wasze blogi, ale proszę nie spamujcie. Podpiszcie się, a na pewno Was znajdę.